Sextelefon

Harry byl wyczerpany. Byl pojedynkow z Bellatrix przez co najmniej pol godziny. To wlasnie stalo sie cos miedzy nimi. Kazdy inny czarodziej, ktory staral sie pomoc jednej z nich byl oszolomiony i odeslana. Bellatrix nie szydzil Harry ponownie i ponownie probowac ja zabic. W tym momencie naprawde chcial, ale nie mogl sie zmusic, aby wypowiedziec przeklenstwo.

„To dlatego, ze jestes zbyt slaby, Potter! Dlatego nie jestem przestraszony z was!” Bellatrix zasmial sie jakby wygladala lepiej niz on sam. Byla krwawienie z jej prawego ucha i przeciagniecie jej lewa noge za nia. Jej twarz byla zamaskowana z brudu, potu i krwi, ale pod spodem, nosila i ekspresja demencja rozbawieniem. „Nigdy nie uzywac tego klatwe na mnie! Czy ktokolwiek inny!”

„Moze to nie jedna …” Harry popelnil wielki wysilek, aby podniesc rozdzke i skierowac go bezposrednio w Bellatrix. „Crucio!” Probowala go chronic, ale byl tylko wlosy szybciej. Upadla, krzyczac sextelefon  w agonii jako niewybaczalne udreczone cialo. „Slyszalem, ze lubili ten Lestrange, wiec dlaczego nie cieszyc sie nim przez chwile. Mozna myslec o rodzinie Longbottom podczas cierpiec.” Harry podniosl rozdzke, polamal go na cztery kawalki i odszedl.

Hermiona wstrzymala oddech, kiedy Ron otworzyl powoli klape. Slyszeli, co brzmialo jak grom z magazynu nad nimi. Miodowego Krolestwa bylo oczywiscie miejscem powaznej walki. Skradanie sie do okna w piwnicy, Ron ostroznie pomogl jej wydostac Luna i Ginny, ale odmowiono mu pomocy, twierdzac, ze nie potrzebuje niczyjej pomocy. Hermiona puscic irytacji czula na zaglebiania sie wokol bratty dziewczyny, mimo wszystko nie mieli powazniejszych problemow w tej chwili.

„Musimy isc ta droga!” Luna krzyknal przez halas czarodziejow walki. Jak poszla innym, Hermiona nie mogla oderwac oczu od twarzy Poleglych zasmiecanie streets- tak wielu z nich nadal nosil wyrazen konajace grozy staneli w ich ostatnich chwilach. Byla ulge w koncu dojsc do budynku, gdzie sextelefon zapach smierci byla znacznie mniej. To znaczy, dopoki nie zobaczyl, co Draco Malfoy mial do zrobienia.

„Co Ty do cholery robisz?” krzyknal Ron.

„Co to ma wygladac, kretyn?” Draco odpowiedzial. Jego ramie bylo rozstawione na stole i mial tasak wysoko w powietrzu, czekajac do strajku.

„Jego ojciec uderzyl go z przeklenstwem zabijania, ale Harry udalo sie mu z drogi. Z wyjatkiem jego ramieniu.” Luna oczy byly szeroko otwarte. Najwyrazniej wiedzial Draco potrzebowal pomocy, ale nawet ona nie spodziewala sie tego. Wykonana Hermiona bardziej nerwowy, aby zobaczyc Luna tak przestraszony.

„I to powoli rozprzestrzenia sie. Jesli nie odciac moja reke, to mnie zabije. Teraz jestes pomoze czy nie?” Trzymal tasak sie do Rona. „Chodz Weasley, wiem, ze jestes po prostu umiera, aby to zrobic.”

Niechetnie Ron wzial tasak. Potem Hermiona widzial go utwardzic sie, gdy zaczal wydawac rozkazy. „Luna, znajdzie cos dla niego bite w dol. Hermione, znalezc cos owinac reke w po.”

Szukali wysokie i niskie i wpadl peczek swiezo umyte, ciezkie lniane serwetki. Luna zlapal i przewrocil go mocno. Nastepnie stojac za Malfoya, wyjela tkanina napiete wiec mogl latwo gryzc ziemie. Gdy Hermiona uklekla obok niego gotowy pokryc rane, zdala sobie sprawe, ze Ginny wlasnie stoi z wyrazem pogardy na twarzy. Najwyrazniej wciaz nienawidzili Draco Malfoya, a Hermiona byla pewna, wszyscy oni, a mogla sobie tylko wyobrazic mysli wirujace w glowie drugiej dziewczynki na zdjeciach przed nia. Po tym wszystkim, zaledwie kilka miesiecy przed Byla jedna stojac nad Malfoya z nozem, a to nie bylo by uratowac mu zycie. Hermiona pozwolila sobie na zal za dziewczyna, mimo jej uczucia o niej.

Ale jak Ron podniosl tasakiem, Ginny musi widzialem strach w oczach Draco. Podeszla i zajal dobra reke, sciskajac go w komfort i Hermiona zobaczyla, ze ??patrzec na nia z sextelefon wdziecznoscia. „Jestes gotowy?” zapytal Ron. Przed Draco mogl przytaknac, ze sprowadzona tasak.

Harry znalazl Fred walczac Antonin Dolohov za jego zycia. Obaj stracili rozdzki w pewnym momencie podczas ich pojedynku, a juz teraz uciekaja sie do walki na piesci. Fred, kaczka! Harry krzyknal na niego z jego umyslu. Bez wahania, Fred wyplatal sie i przewrocil sie na bok. Harry wystrzelil paralizator, a nastepnie wiazaca w Smierciozercy.

Fred podszedl powoli, ocierajac krew z nosa. „Trzeba zabic drania”. Mruknal, kladac mu reke na ramieniu Harry’ego, aby mogl zrownowazyc i uzyskac jego lozysk.

„Ja nie probuje nikogo zabic.” Harry powiedzial, kladac reke wokol Fred pomoc wytrzymaly go. „Co sie stalo?”

„Bylem scigajacych Percy a ten kretyn skoczyl przede mna. Percy biegl i musialem walczyc go.”

„Skad jestesmy, jest tylko jedno miejsce, Percy mogl pojsc. [zobacz na stronie: sextelefon]”

„Wrzeszczacej Shack”. Fred glowa, patrzac na niego z niepokoju. „Ale stamtad, moze on dostac sie do Hogwartu.”